22 czerwca 2017

Na powrót kartka z pamiętnika

Zamiast pierwszego czerwca, w Dzien Dziecka, witam Was dość późno bo dopiero 22 czerwca. Dawno już miałam napisać, ale szczerze, to ciągle nie mogłam się do tego zebrać. Niektórzy z Was pewnie myślą, że miałm taki długi urlop, inni pewnie nawet nie zauważyli mojej nieobecności. 


Moi Kochani, nie było mnie tu tak długo na własne życzenie, musiałam zmierzyć się sama ze sobą ;) To nie jest tak, że blog się prowadzi sam, a wpisy są z miesięczną datą wstecz gdzieś na laptopie przechowywane. Wszystko jest na bieżąco, takie realne i życiowe. I jak to w życiu, musiałam się zatrzymać, by zastanowić się nad niektórymi sprawami. Jak sami zapewne spoglądacie na nasz współczesny świat wszystko w nim jest takie szybkie. Wszystko jest wykonywane w pędzie, jeden drugiego goni chcąc mam wrażenie złapać lub wyprzedzić. Prześcigamy się w życiu, w społecznościówkach, w aktywności fizycznej, pasjach, wyjazdach urlopowych... każdy chce być lepszy od znajomego, sąsiada, przyjeciela, a co najgorsze, nawet od najbliższych. Którzy przecież są naszym wsparciem. Mam wrażenie, że jak nie jesteś non stop na fali internetowej, to zwyczajnie wypadasz, zostajesz w tyle. W takim bądź razie, ja już miesiąc temu zostałam w tyle, usuwając swoje prywatne konto na Fb. Przejmujmy się tym, że ktoś wygląda na Insta tak świetnie - może i nawet lepiej, przebiegł dziś 10 km, wrzucił kilka fajnych fotek z interesujących miejsc, miał czas na milion rzeczy, których możliwe, że my nie mieliśmy i dolina.


Właśnie dlatego potrzebowałm się zatrzymać. Popatrzeć na to wszystko z innej perspektywy, bo chyba sama zaczynałam wciągać się w niezdrowy wir porównań i presji czasu. A przecież nie o to chodzi. Jasne, wiele się zmieniło w moim życiu i na blogu, odkąd jestem mamą na cały etat. Odkąd nie mam jednego wciągającego zajęcia, jakim jest praca zawodowa i kilku drobnych domowych spraw. I zaczęłam się źle z tym czuć, że nie jestem niekiedy w stanie zrobić czegoś, co sobie zaplanowałam. Dla osoby, która do tej pory była perfekcjonistką i uwierzcie bądź nie pedantką na maksa, jest to strzał w kolano. Ale czy napewno? Kładąc spać moją ukochaną Córeczkę, której czytam bajkę, bądź oglądam z Nią coś na dobranoc. Śpiewam kołysanki i zwyczajnie ze zmęczenia zasypiam razem z Nią. Czy mam nazwać to strzałem w kolano? Nie, bo moje priorytety się zmieniły. I chociaż nie jestem taką perfekcjonistką (pedantyzm został ale zmniejszony o jakieś 10% bo bym się zacharowała), to staram się działać na wszystkich frontach, choć wiem, że nie mogę gonić i myśleć "kurczę inni dają radę,a ja?" 

Nieważne, nie oglądaj się za siebie, nie oglądaj się na innych. Idź swoim tempem, kieruj się swoimi wartościami, chcesz coś osiągnąc, proszę bardzo - kibicuj sobie wierząc w swoje możliwości. Potrzebowałam takiego oddechu, złapania dystansu. Byłam za często zła na siebie, że tak mało jest mnie tutaj na blogu, że zakładając bloga wyobrażałm sobie troszkę inaczej moją aktywność. Że nie zawsze mogę działać na wysokich obrotach, że pomimo chęci i planu życie weryfikuje dosłownie wszystko.

Dziękuję Wszystkim Wam, którzy pomimo tego, że czasami nie jestem zdyscyplinowana dodając wpisy i tak jesteście tutaj i czytacie to, co napiszę. Gorąco Was pozdrawiam! Tak też omyślałam sobie robiąc ten wpis, że chciałabym raz na jakiś czas zostawić Wam taką "kartkę z pamiętnika", byście wiedzieli z czym akurat się borykam, z czym niezgadzam, a może zwyczajnie co mnie bawi ;)


By nadać troszkę koloru mojemu wpisowi wrzucę Wam zdjęcie, co dziś zrobiłam. W końcu jutro Dzień Taty.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz