10 października 2014

Kilka zdjęć, kilka słów.

Jestem ale jak zwykle zabiegana. Teraz troszkę się uspokoiło i mam ogromną nadzieję, że częściej zacznę dodawać posty niż raz na miesiąc. Muszę znaleźć czas, bo przecież bloga prowadzę z przyjemności, a nie przymusu:) Ostatnio spotkałam się z Waszej strony z naprawdę miłymi komentarzami - jesteście Kochani!:) Tym bardziej muszę się postarać dla Was!

Dzisiejszy post będzie troszkę inny niż wszystkie, mianowicie chciałabym Wam opowiedzieć kilka słów, o całym, nazwijmy to "procesie remontowym". Kiedy doradzam, czy pomagam innym, wygląda to zupełnie inaczej. Do moich zadań należy koncepcja, udzielenie rad i podaniu ich na tacy. Przedstawienie wzorników, zrobieniu projektu, czasami przejrzenie cen, czy ofert sklepów. Na tym się kończy. No chyba, że muszę coś zmienić w projekcie, jakieś drobne korekty i tyle. Swój kąt, swoje mieszkanie, to inna bajka;) Tutaj ścieramy się ze wszystkim od podstaw. Trafiamy na mnóstwo utrudnień i na pewno nie należy do nich błędnie działający program, czy zawieszający się system. Tutaj mamy rzeczywistość, o której mam wrażenie często zapominamy (ja chyba zapomniałam). Pewnie tak mają niektórzy konstruktorzy budowlani, projektanci, architekci i ci wykonujący wydawałoby się drobne prace, ale jakże ważne bo wpływające na lepsze życie innych ludzi. 


No dobrze, to co się takiego u mnie działo? Przede wszystkim trzeba było zmieścić się w pewnej puli pieniędzy, co nie należy do łatwych zadań. Szukanie oszczędności, dobrych jakościowo produktów, ale co istotne ładnych i korzystnych cenowo materiałów. Wiele zaoszczędziliśmy na ekipie remontowej, bo ekipą był mój Mąż, który chociażby pierwszy raz w życiu kładł płytki:) do pomocy na tydzień sprowadziliśmy mojego Tatę i Brata. 





Niestety ja nie zawsze mogłam dać z siebie 100% na początku dawałam, później kolejne tygodnie ciąży przypominały o sobie niekiedy uporczywie;) Czasami chcemy tyyyyle zrobić, a nie zawsze możemy. Dodatkowo rożne komplikacje przy zamówieniach towarów, opóźnienia w terminach dostaw i tak dalej... 
Tak naprawdę wykańczanie mieszkania było 24h na dobę. Bo niby człowiek kładzie się spać ale myśli, jak coś skończyć, gdzie zamówić, może lepiej to zostawić na później, bo ważniejsze są inne rzeczy... Znacie to? Może macie ochotę podzielić się jakimiś anegdotami, ciekawostkami z Waszych przepraw przez "proces remontowy"? 

 


Hmm, od następnego wpisu postaram się ruszyć z jakimiś nowościami na rynku wnętrzarskim, może z mega designerskimi dodatkami, a może jednak klasyka? Pomyślę, czym by tu Was zainteresować :)


2 komentarze:

  1. Gratuluję powiększenia rodziny, dziekuję za ciekawy post i....czekam na ciąg dalszy.Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Remont idzie pełną parą, pozdrawiamy i życzymy powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń